poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Pierwszy...

  Weekend moje ulubione słowo. W końcu się wyśpię, wstawanie o szóstej to nie moja bajka, ale cóż jak się chciało zostać kelnerkom. Taa miałam inne plany, ale oczywiście musiałam się przeprowadzić i zostawić naukę i znaleźć jakąś pracę może nie płacą dużo, ale zawsze coś na dobry początek. 
Mruknęłam niezrozumiale, gdy usłyszałam dźwięk telefonu . Niechętnie otworzyłam oczy i sięgnęłam po telefon leżący na szafce nocnej. 
Nie pacząc, kto dzwoni odebrałam telefon. 
-Czego?- warknęłam do słuchawki. Jest sobota a ja pragnę tylko jednego spać, czy to tak wiele? 
-Jest szósta a ty na mnie warczysz. Powinnam się obrazić, ale...- przerwałam jej w połowie zdania, nie dając dokończyć. 
-Czego?-krzyknęłam do słuchawki, lekko zirytowana. 
-Jaka niecierpliwa- ludzie zróbcie jej coś, bo zaraz nie wytrzymam- Szef nas wzywa masz być na ósmą w pracy- jęknęłam niezadowolona. Czego ten człowiek od nas chce? Nic nie robi, a my mamy harować 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu. Jasne. 
- Po co?-, skoro mam wyjść z łóżka to tylko z jakiegoś poważnego powodu. 
- Nie wiem, masz być. Cześć.- i się rozłączyła. 
Spojrzałam na zegar w telefonie, wskazywał 6.30. Mam godzinę na przygotowanie się i dojście na przystanek. 
Powolnie zwlokłam się z łóżka i powędrowałam do czarnej szafy stojącej w rogu pokoju. Do pracy wybrałam niebieską koszulkę i czarne spodnie, ubranie położyłam na łóżku i ruszyłam w stronę łazienki. Po orzeźwiającym prysznicu ubrałam się w przygotowane przeze mnie rzeczy. Wyszłam z pokoju i ruszałam schodami do kuchni aby coś zjeść . Gdy otwarłam lodówkę zastałam w niej... cóż nic w niej nie zastałam.'Się najem'pomyślałam. Muszę zrobić zakupy, inaczej umrę z głodu. Założyłam buty i ciekom kurtkę, gdyż rano jest jeszcze zimno. Następnie wyszłam z domu, zamknęłam drzwi i ruszyłam na przystanek. Tak jak myślałam, wiał zimny wiatr, który rozwiewał mi włosy, zasłaniając. 
Niezdarnie potknęłam się o kamień leżący na ziemi i oczywiście straciłam równowagę, lądując na twardym i zimnym chodniku. Szczęście, że nikt tego nie z

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz